Archiwum dla Wrzesień, 2010

Zastanawiam się czy się śmiać czy może płakać z tego co pani Radziszewska poczęła. Wszak wydała na świat rządowo pobłogosławionego homofobicznego bękarta, który powinien dostać bardzo mocno po łapach. W zamian za to wujek Niesiołowski broni ją i jej „dzieciątka”. W telewizorze, na żywca, prosto w oczy mówi mi „rób to w domu po kryjomy”…Zastanawia mnie jak bardzo polska mentalność zgniła, zbutwiała i zaśmierdła i czy naprawdę coś się da z tym zrobić?! Jak można prowadzić dialog z ludźmi którzy znają swoją rację i tylko ich racja jest słuszna ? Wszak to oni na sali obrad w przerwach pomiędzy czytaniem gazet, naciskają te wszystkie guziczki. Czy to tylko moje odczucie, że oni chcą stać w miejscu ? My się outujemy, piszemy książki, pojawiamy się gdzie to tylko możliwe, a oni niewzruszeni stoją. Jak betonowy mur…

A teraz z beczki innej. Ewa i Gosia walczą zacięcie o swe miejsce w samolocie. Punktów mają już kilkanaście tysięcy i są na (niestety) drugiej pozycji. Do końca konkursu zostały jeszcze ponad dwa tygodnie. Przewaga panów z Niemiec nie jest duża dlatego odrywajmy  bileciki ile w palcach sił. Obrazek poniżej odeśle was gdzie trzeba.

Reklamy

W telewizorze pojawiły się już zapowiedzi, więc czas zapowiedzieć. BBC Three niebawem rusza z nowym serialem o paniach dla pań. „Lip service” bo tak owy twór się nazywa ma być kobiecym odpowiednikiem „Queer as folk”. Tym razem nie Manchester, a Glasgow będzie miejscem akcji. Lepsze Glasgow niż LA, realia bardziej znane, a i akcent ładniejszy. Urywek do obejrzenia pod spodem. Dla tych co z krajów dalszych obejrzeć go nie mogą na stronie BBC znajduje się opis serialu jak i również wspomniany trailer.

(G)recia robota?

Posted: 17/09/2010 in Poglądowo
Tagi:

Kilka miesięcy temu znajomy powiedział mi, że jego sześcioletni syn preferuje ubrania swojej siostry bliźniaczki.
– „Przejdzie mu” – powiedział mi wtedy.
– A jeśli mu nie „przejdzie”? – zapytałam.
Wspomnianego pana i jego pociechę nigdy więcej w innym niż stu procentowo męskim odzieniu nie widziałam.

Greta i Ania wzięły ślub. Gratulację. Szczęścia i pomyślności. Wiem ile stresu zabieg taki kosztuje w dodatku pod ostrzałem obiektywów. I wstyd mi, najzwyczajniej w świecie wstyd za dyskusje otaczające całe wydarzenie. Panie które walczą od lat o nasze prawa zostały generalnie zmieszane z błotem. W mgnieniu oka zostały obdarte z prywatności. Wszystko co mogło zostać zostało im wypomniane. Wszystko. Od orientacji po to co robią w alkowie. Greta została oskarżona o krecią robotę, podkopywanie wizerunku homoseksualisty. Anię z pewnością co poniektórzy zawiesili by na krzyżu (gdziekolwiek ten się znajduje). I to nie ONI to MY. Nasze „małe hipokrytyczne kółko homoseksualne” które stoi na straży równości i różnorodności. A zamiast tego tłamsimy i odcinamy się od tego co jest jeszcze bardziej różne.

Pomyślmy nad tym kto tu komu tak naprawdę odwala krecią robotę. A w między czasie cieszmy się, że w Polsce dwie kobiety wzięły ślub.

Dzieje się panie dzieju…

Posted: 10/09/2010 in Poglądowo
Tagi:

No i stało się. Dziewczyny są na miejscu pierwszym. Teraz drogie Panie należy to miejsce utrzymać i do dziesiątego przyszłego miesiąca odliczać…Teraz się zastanawiam czy lepiej byłoby żeby Polacy zajęli pierwsze trzy miejsca czy może pierwsze dziesięć ? Pary z Polski przodują w rywalizacji, jest ich obecnie szesnaście, dwanaście zgłosiło się  z Anglii i osiem ze Szwecji. Tak więc mamy ich na tyle wystarczająco żeby pokryć pierwszą piętnastkę. Żeby wynieść Ewę i Gosię na wyżyny trzeba było zaledwie kilku dni. Mamy jeszcze miesiąc żeby uformować pierwszą piątkę-dziesiątkę tudzież piętnastkę. Więc do roboty. Niech zobaczą, że nam zależy 🙂

Do poczytania o Ewie, Gosi i konkursie w Stołku i Metrze

Pozytywnie homofobiczne ostrzeżenia parafialne. Lekcja pierwsza. Homofobia nie popłaca. Używanie obelżywych słów przeciwko osobą o odmiennej orientacji seksualnej może być kosztowne i o tym przekonała się mistrzyni olimpijska. Pani Stephanie Rice pożegnała się z lukratywnym kontraktem z Jaguarem po użyciu słowa „pedał” na swoim Twiterze.

Teraz wszyscy razem pomódlmy się o oczyszczenie duszy Stephanie z homofobicznego ziarna jakie zakorzeniło się w jej sercu…

Przechodząc ostatnio obok plakatu reklamującego nową premierę filmową, wzdrygnęłam się. Czy to możliwe, pomyślałam. Na plakacie kobieta w pozycji co najmniej nie wygodnej. Mniemam, iż znajdowała się ona pomiędzy ścianami dwiema i sufitem z większym na sufit niż podłogę naciskiem. „The last exorcism” brzmi podpis pod zdjęciem. Czy aby na pewno ostatni? Zniecierpliwiona szukam gwiazdki jakiejś i druczku małego. Wszak egzorcyzmów i egzorcystów od groma już było więc upewnić się muszę czy to na pewno ostatni. Na darmo szukam napisu głoszącego „ *producent zastrzega sobie prawo do odgrzania kotleta po upływie dwóch lat od premiery.” Ni ma. Pewnie dodrukować zapomnieli. W myślach od pierwszego fenomenalnego „Egzorcysty” Friedkina przechodzę przez wszystkie podobne jemu twory. Liczę ile to razy egzorcyzmy w kinie odprawiano i ten niby ostatni siódmym jest z kolei. Nie licząc jednej parodii. Boże – myślę sobie – ile jeszcze? Egzorcystów było czterech. Pierwszy, drugi zwany heretykiem, trzeci no i wreszcie ten na początku. Ten na początku oczywiście życia Skorupco pozbawił, a o salwy śmiechu nas wielokrotnie przyprawił. Przecie kto by to uwierzył, że Skorupco by opętało? Później była Emilly i Dorotka z Irlandii (Bo to zła Dorotka była). No i ten ostatni. Poruszona faktem, że egzorcyzmy ostatni ale to ostatni raz odprawiać będą, telefon do żony wykonałam. W odpowiedzi słyszę cztery słowa których usłyszeć nie chcę czyli ‘‘świetnie” i „musimy to zobaczyć”. Ale po co tłumaczę. Przecież wiemy jak się skończy. Albo wycieńczone wewnętrzną walką dziecię zejdzie z ziemskiego padołu, a moce piekielne i tak „przeskoczą” na kogoś bardziej ożywionego. Albo też moce piekielne znudzą się wewnętrzną walką z dzieciątkiem i „przeskoczą” na obiekt ciekawszy szybciej niż przypuszczaliśmy. W dodatku zawsze opętana, Skorupco jest wyjątkiem, jest młoda dziewczyna, a od połowy filmu akcja koncentruje się tylko w łóżku i w jego najbliższych okolicach. Oczywiście wyłączając Skorupco ona miała niekonwencjonalne egzorcyzmy w dziurze. Na nic moje starania, w odpowiedzi od Pani Kane słyszę „Tak czy siak warto będzie zobaczyć”. W takim razie do siedmiu razy sztuka, mam nadzieje, że moja psychika wytrzyma jeszcze ten jeden raz, a jeśli nie szybko powstanie część ósma zatytułowana „Egzorcyzmy Orso Kane”.

Dla zainteresowanych trailer :

Przychodzi taki czas w życiu każdego człowieka, że człowiek drugi zapytuje „a tak w ogóle to jak poznałaś swoją żonę” ? I tu paść może kilka odpowiedzi:

– Przez znajomych – tu wersje mogą być różne. Znajomi zeswatali, znajomi zapoznali, wspólni znajomi wspólnych znajomych itp. itd., aż w końcu nie wiadomo kto jest czyim znajomym…

– Na imprezie – imprez jak kto wie od groma i jeszcze trochę. Tak więc mogło być to wesele, wiejska potańcówka, impreza do białego rana. „Żony” upolowane tym sposobem bardzo często są bardzo płochliwe. Trudu i starań trzeba włożyć coby partnerkę przy sobie utrzymać. Przynajmniej do kolejnej imprezy.

– Na polu naukowo edukacyjnym – nie, nie na praktykach geologicznych w Chęcinach lecz na uniwersytecie tudzież wyższego, szczebla uczelni. Korelacje nie są w tym momencie istotne. Student-student, profesor-student? Nieważne czy ona ma już tego doktora przed nazwiskiem, a ty dopiero kilka wpisów w indeksie. Ważny jest efekt.

– Wyjazd służbowy – jest niczym innym jak kumulacją trzech poprzednich przykładów. Czyli niby największe szanse na spotkanie tej jedynej, a zarazem najbardziej pokrętna droga do tłumaczenia. No bo jak to brzmi : „Pojechałam w interesach (no przecież dobrze wiecie, że rozprowadzam książki po uczelniach) no i okazało się, że na tym uniwerku pracuje Zenia z którą chodziłam do podstawówki. Umówiłyśmy się z Zenią na kolację bo ze dwadzieścia osiem lat się nie widziałyśmy i nawet muszę przyznać, że mało ją poznałam, bo te zdjęcia na naszej klasie też niewyraźne były. No ale po tej kolacji Zenia mówi chodźmy się zabawić. I do klubu poszłyśmy. Okazało się, że to studencki był klub. I tam Zenia poznała mnie z kilkoma swoimi studentkami, a jedną z nich byłą ona. Moja obecna żona ” Więc jak widać można i tak…

– Oczywiście można niekonwencjonalnie czyli po prostu romantycznie – w bibliotece, ,w parku karmiąc łabędzie, w przychodni u lekarza itp. Później tego rodzaju historie owiane są tą nutką romantyzmu albo opowiadane z przymrużeniem oka. W zależności czy to łabędź czy to lekarz był.

– Przez internet – czyli bardzo konwencjonalnie. Choć w dzisiejszych czasach nie ma pewności czy umawiasz się z Zuzą czy z Zenonem, miłość rodem z „gadu gadu” wszak miłością piękną jest…

Jednak to co rozmówca chciałby od nas usłyszeć najbardziej, kryje się za tymi magicznymi sześcioma słowami:

– „Bo to była mojej byłej była” – i tu się zaczynają pytania, a której, a która, a z którą …

Ja nie poznałam, swojej żony w żaden z wyżej wymienionych sposobów. Żona została mi zesłana. Z nieba przez Bozię…A jak. Było to w liceum, a raczej tak przy jego końcu. Rozpoczynał się właśnie szał przygotowywania do matury co oznaczało, że do matur zostało jeszcze bardzo dużo czasu. Ach ten polski słomiany zapał. Żony nie posiadałam, choć bardzo chciałam. Wiedziałam jednak, że w konszachty z Gwiazdką wchodzić już nie będę. Ani tą Pierwszą ani tą Spadającą. Oszustki. Jednak wracając do tematu. Maturalny szał łączył się również z wyjazdem do Częstochowy, by dziatki mogły modlić się o piątki na świadectwie. Pomyślałam sobie wtedy, że to może być moja ostatnia szansa. Wszak gdzie w Polsce bliżej do nieba niż z Jasnej Góry ?! I tu rozczarowanie. Do Bozi karteczkę z prośbą trzeba było napisać. „A jak zginie” pomyślałam „a jak będzie z kupki na kupkę ją Bozia przekładać?” No ale nic. W czasie gdy wszyscy inni elaboraty na tych dziesięciu centymetrach kwadratowych papieru tworzyli ja napisałam tak „Boziu, droga Boziu. Nie piątek chcę tylko żony. Mądrej, ładnej, tylko żeby za stara nie była. Żeby kochała z serca całego. Mnie żeby kochała i te wszystkie moje niedoskonałości. O to Cię Boziu proszę, bo piątki i tak mam gwarantowane”.

A że Bozia w tym czasie pewnie dość błagań o „piątki” miała prośbę moją spełniła i żonę mi z nieba zesłała. Taka to moja historia gdyby ktoś był ciekaw. A wy jak poznałyście swoją żonę ?

W chmury

Posted: 04/09/2010 in Uncategorized

Fajna inicjatywa, a zarazem świetna kampania reklamowa SAS czyli „Love is in the air”. Mamy tam swoją parę, Marcina i Marcina – na razie panowie są na siódmym miejscu. Ale jeśli się postaramy to mogą być w siódmym niebie i brać ślub w przestworzach…Tak więc odrywajmy wirtualne bilety oddając tym samym głos na Marcinów. Drugą parą na którą warto zwrócić uwagę jest duet polsko-angielski czyli Jarosław i Craig
Jedyne co zastanawia to fakt, że na pięćdziesiąt do tej pory zgłoszonych par, tylko dziewięć z nich to pary lesbijskie…Może tak dla równowagi jakieś dwie polskie damy dołączą do rywalizacji ?

Update 5/09/10

Brawo dziewczyny 🙂 Wczoraj napisałam, że fajnie by było jakby jakieś panie dołączyły do rywalizacji no i proszę 🙂 Ewa i Gosia walczą o ślub w chmurachOdrywajcie, tnijcie, szarpcie, kto chce może nawet wygryźć kawałek biletu. Wywindujmy panie wysoko w przestworza 🙂

Miało być o Manchesterze ale przypomniało mi się, że Benedykt przyjeżdża. Zupełnie o biedaku zapomniałam. Jak się okazuje nie ja jedna, bo gazety rozpisywać się o nim ostatnio przestały. Zapewne nie na długo, bo angielska wycieczka Benedykta zaczyna się 16 września i trwać będzie aż do 19 września. Po co tak naprawdę przyjeżdża ? Tu w głowę zachodzą praktycznie wszyscy. Katolicyzm na wyspach naprawdę licho przędzie. Koszt trzydniowej papieskiej wizyty to bagatela 7 milionów funtów. Jak pokazują sondaże ponad trzy czwarte mieszkańców Anglii nie chce by koszty wizyty pokryte były z podatków i zapewne nie będą. Benedykt musi zaciskać pasa wszak po ostatniej papieskiej wizycie, Jana Pawła II, Kościół Katolicki w Anglii prawie zbankrutował.

Ale jak to mawiają złego diabli nie biorą. Wpadł mi bowiem w ręce ten o to adres. Tylko tu można kupić oficjalne pamiątki związane z Benedykta wizytą. Czyli gromnice, różańce i kubki (Ach…kawa w takim kubku na pewno smakuje bosko).
Nie tak dawno czytałam, że wizyta wisi na włosku bo nadal brakuje im kilku milionów. Oby za dużo tych kubków w takim razie nie poszło…
Jedyny pozytyw z wizytacji internetowej strony o papieskiej wizytacji ? Zdjęcia i video z pielgrzymki Jana Pawła II z roku 1982.

PS: Prawie zapomniałam wspomnieć, że organizacje gejowskie „zbroją” się i przygotowują demonstracje przeciwko najwyżej zasiadającemu homofobowi…

Wczoraj na otwarciu festiwalu w Wenecji swoją premierę miał „Czarny łabędź” Darrena Aronofsky`ego. Film ten który walczy w konkursie głównym jest również nominowany do Queer Lion Award. Prócz „Czarnego łabędzia” znalazło się dziesięć innych filmów poruszających tematykę LGBT. Nagroda zostanie wręczona po raz czwarty 10 września. Wracając jednak do „Czarnego łabędzia”. Po obejrzeniu trailera miałam wrażenie jakby „Requiem dla snu” zmiksowano ze snami Jenny z „The L word” ale to oczywiście pierwsze wrażenie…Jednym słowem psychodela z romansem dwóch kobiet w tle…Palce lizać 🙂

Przeglądając „Times`a” przy porannej kawie i czytając o nowej wystawie, która ma przyjechać z Węgier ” Treasures from Budapest: European Masterpieces from Leonardo to Schiele” stwierdziłam, że warto podsumować ubiegły rok. Przynajmniej pod względem galerii. Ubiegły rok przyniósł przede wszystkim „Angels of Anarchy” czyli kobiety w surrealizmie. Instalacja naprawdę zapierająca dech w piersiach. Prym wiodła oczywiście Frida. Później przyszedł czas na szkice Leonarda i na Goyę. A teraz czas na Schiele`go i jego podejście do kobiecości i seksualności. Choć jakie było, każdy widzi.