Archive for the ‘Filmowo, muzycznie i literacko’ Category

Wreszcie udało nam się wygospodarować kawałek czasu na obejrzenie „Pokoju w Rzymie”. I na początku muszę się przyznać bez bicia. Rozczarowałam się. Nie dlatego, że film był zły. Rozczarowałam się ponieważ przed obejrzeniem założyłam, że będzie to tzw. „kaszanka”. Na całe szczęście były to jedne z lepiej spędzonych przed telewizorem godzin . Oglądając tą klimatyczna opowieść o dwóch, dopiero co poznanych kobietach mamy wrażenie, że z każdą minutą nabiera ona kształtu, smaku i koloru. Cała teatralność i symbolika nabierają pełniejszego sensu, a wszechobecna nagość schodzi na drugi plan.

Médem zrobił naprawdę życiowy film. Udało mu się pokazać cały „proces” zatracania się w chwili. Zatracania się w sobie mimo presji nieubłagalnie mijającego czasu, aż wreszcie gorycz rozstania…

Cieszę się, że Żona wygrzebała ten film, bo po wszystkich „L łordach” i „Lip serwisach” zaczynałam już tracić nadzieję na to, że uda mi się obejrzeć jakiś naprawdę dobry branżowy film. Tym samym miłośniczką powyższych pozycji, „Room in Rome” odradzam…

Jeszcze niecały tydzień temu panią leżącą w wannie można było podziwiać w całej jej okazałości.  Teraz najwidoczniej już nie można…

 

 

 

 

 

 

 

Ponieważ nasz pojazd mechaniczny przeszedł przymusowy przeszczep płuc i ostatnie kilka dni spędził pod czujnym okiem lekarza, wszelakie wojaże zostały zawieszone do odwołania.  Jako iż dni coraz krótsze, a jesień powoli zamienia się w zimę postanowiłyśmy nadrobić zaległości filmowe.  Na pierwszy ogień poszło „Jestem miłością”  Guadagniniego z rewelacyjną Tildą Swinton w roli głównej. Swinton jako Emma, rosyjska emigrantka żyjąca we Włoszech jest częścią potężnej włoskiej rodziny. Właśnie nastaje przełomowy czas dla rodzinnej firmy jak i dla samej familii. Syn i mąż Emmy stają na czele odzieżowego koncernu, córka wyjeżdza do Londynu gdzie wiąże się z kobietą, a sama Emma wdaje się w romans z młodym kucharzem.  Film godny polecenia, hipnotyzuje i pozostaje długo w pamięci.

Drugim godnym polecenia filmidłem jest „After.life”, reżyserski debiut Agnieszki Wójtowicz-Vosloo z Christiną Ricci i Liamem Neesonem. Ricci gra dziewczynę, która po wypadku samochodowym budzi się w domu pogrzebowym. Całość filmu jest praktycznie dialogiem prowadzonym przez nią i właściciela tego domu czyli Neesona. Ten bowiem przygotowuje ją do przejścia na drugą stronę. Ciekawe studium życia z perspektywy śmierci, naszych obaw i lęków i tego dlaczego tak naprawdę chcemy żyć.

Na oku mamy również nowe hiszpańskie kinematograficzne cudo zatytułowane „Pokój w Rzymie”.  Historia dwóch kobiet, które wynajmują pokój w hotelu, a co się w tym pokoju wyprawia trzeba zobaczyć samemu 🙂 My najpewniej obejrzymy jutro, wrażeniami nie omieszkam się podzielić 🙂

Na koniec dwa słowa o tym co polecenia nie godne. „Daybreakers – Świt” czyli horror o wampirach, które nie wiedzieć po co i dlaczego najpierw w takowe się przemieniły, a później im się odmyśliło. Drugim jest wampirza rockowa komedia pt. „Suck”.  Jakby to tubylec  powiedział „It sucks”.

W telewizorze pojawiły się już zapowiedzi, więc czas zapowiedzieć. BBC Three niebawem rusza z nowym serialem o paniach dla pań. „Lip service” bo tak owy twór się nazywa ma być kobiecym odpowiednikiem „Queer as folk”. Tym razem nie Manchester, a Glasgow będzie miejscem akcji. Lepsze Glasgow niż LA, realia bardziej znane, a i akcent ładniejszy. Urywek do obejrzenia pod spodem. Dla tych co z krajów dalszych obejrzeć go nie mogą na stronie BBC znajduje się opis serialu jak i również wspomniany trailer.

Przechodząc ostatnio obok plakatu reklamującego nową premierę filmową, wzdrygnęłam się. Czy to możliwe, pomyślałam. Na plakacie kobieta w pozycji co najmniej nie wygodnej. Mniemam, iż znajdowała się ona pomiędzy ścianami dwiema i sufitem z większym na sufit niż podłogę naciskiem. „The last exorcism” brzmi podpis pod zdjęciem. Czy aby na pewno ostatni? Zniecierpliwiona szukam gwiazdki jakiejś i druczku małego. Wszak egzorcyzmów i egzorcystów od groma już było więc upewnić się muszę czy to na pewno ostatni. Na darmo szukam napisu głoszącego „ *producent zastrzega sobie prawo do odgrzania kotleta po upływie dwóch lat od premiery.” Ni ma. Pewnie dodrukować zapomnieli. W myślach od pierwszego fenomenalnego „Egzorcysty” Friedkina przechodzę przez wszystkie podobne jemu twory. Liczę ile to razy egzorcyzmy w kinie odprawiano i ten niby ostatni siódmym jest z kolei. Nie licząc jednej parodii. Boże – myślę sobie – ile jeszcze? Egzorcystów było czterech. Pierwszy, drugi zwany heretykiem, trzeci no i wreszcie ten na początku. Ten na początku oczywiście życia Skorupco pozbawił, a o salwy śmiechu nas wielokrotnie przyprawił. Przecie kto by to uwierzył, że Skorupco by opętało? Później była Emilly i Dorotka z Irlandii (Bo to zła Dorotka była). No i ten ostatni. Poruszona faktem, że egzorcyzmy ostatni ale to ostatni raz odprawiać będą, telefon do żony wykonałam. W odpowiedzi słyszę cztery słowa których usłyszeć nie chcę czyli ‘‘świetnie” i „musimy to zobaczyć”. Ale po co tłumaczę. Przecież wiemy jak się skończy. Albo wycieńczone wewnętrzną walką dziecię zejdzie z ziemskiego padołu, a moce piekielne i tak „przeskoczą” na kogoś bardziej ożywionego. Albo też moce piekielne znudzą się wewnętrzną walką z dzieciątkiem i „przeskoczą” na obiekt ciekawszy szybciej niż przypuszczaliśmy. W dodatku zawsze opętana, Skorupco jest wyjątkiem, jest młoda dziewczyna, a od połowy filmu akcja koncentruje się tylko w łóżku i w jego najbliższych okolicach. Oczywiście wyłączając Skorupco ona miała niekonwencjonalne egzorcyzmy w dziurze. Na nic moje starania, w odpowiedzi od Pani Kane słyszę „Tak czy siak warto będzie zobaczyć”. W takim razie do siedmiu razy sztuka, mam nadzieje, że moja psychika wytrzyma jeszcze ten jeden raz, a jeśli nie szybko powstanie część ósma zatytułowana „Egzorcyzmy Orso Kane”.

Dla zainteresowanych trailer :

Wczoraj na otwarciu festiwalu w Wenecji swoją premierę miał „Czarny łabędź” Darrena Aronofsky`ego. Film ten który walczy w konkursie głównym jest również nominowany do Queer Lion Award. Prócz „Czarnego łabędzia” znalazło się dziesięć innych filmów poruszających tematykę LGBT. Nagroda zostanie wręczona po raz czwarty 10 września. Wracając jednak do „Czarnego łabędzia”. Po obejrzeniu trailera miałam wrażenie jakby „Requiem dla snu” zmiksowano ze snami Jenny z „The L word” ale to oczywiście pierwsze wrażenie…Jednym słowem psychodela z romansem dwóch kobiet w tle…Palce lizać 🙂

Przeglądając „Times`a” przy porannej kawie i czytając o nowej wystawie, która ma przyjechać z Węgier ” Treasures from Budapest: European Masterpieces from Leonardo to Schiele” stwierdziłam, że warto podsumować ubiegły rok. Przynajmniej pod względem galerii. Ubiegły rok przyniósł przede wszystkim „Angels of Anarchy” czyli kobiety w surrealizmie. Instalacja naprawdę zapierająca dech w piersiach. Prym wiodła oczywiście Frida. Później przyszedł czas na szkice Leonarda i na Goyę. A teraz czas na Schiele`go i jego podejście do kobiecości i seksualności. Choć jakie było, każdy widzi.

Wczoraj w drodze do pracy „wpadła” mi w ucho „Lola” zespołu The Kinks…Piosnka to ładna, choć od oryginału zdecydowanie wolę cover Williamsa (znów ten Robbie). Niestety ani wersja sprzed 30 lat, ani cover nie doczekały się teledysku. Za to tekst do poczytania pod spodem…

„I met her in a club down in North Soho
Where you drink champagne and it tastes just like Cherry Cola
C-O-L-A Cola.

She walked up to me and she asked me to dance.
I asked her name and in a dark brown voice she said, „Lola”
L-O-L-A Lola, lo lo lo Lola

Well, I’m not the world’s most physical guy,
But when she squeesed me tight she nearly broke my spine
Oh my Lola, lo lo lo Lola

Well, I’m not dumb but I can’t understand
Why she walks like a woman and talks like a man
Oh my Lola, lo lo lo Lola, lo lo lo Lola

Well, we drank champagne and danced all night,
Under electric candlelight,
She picked me up and sat me on her knee,
She said, „Little boy won’t you come home with me?”

Well, I’m not the world’s most passionate guy,
But when I looked in her eyes,
I almost fell for my Lola,
Lo lo lo Lola, lo lo lo Lola

I pushed her away. I walked to the door.
I fell to the floor. I got down on my knees.
I looked at her, and she at me.

Well that’s the way that I want it to stay.
I always want it to be that way for my Lola.
Lo lo lo Lola.

Girls will be boys, and boys will be girls.
It’s a mixed up, muddled up, shook up world,
except for Lola. Lo lo lo Lola. Lo lo lo Lola.

Well I left home just a week before,
and I never ever kissed a woman before,
Lola smiled and took me by the hand,
she said, „Little boy, gonna make you a man.”

Well I’m not the world’s most masculine man,
but I know what I am and that I’m a man,
so is Lola.
Lo lo lo Lola. Lo lo lo Lola.”

„Shame” – nowa piosenka Robbiego Williamsa, wykonana razem z Gary`m Barlowem. Nie było by w tym zaskakującego, zwłaszcza, że Williams na stare lata powrócił do Take that gdyby nie teledysk a`la „Brokeback Mountain”. Trzeba przyznać Williams i Barlow tworzą naprawdę dobraną parę 🙂

Update 31/08/10

Jak zauważyła Ewa, klipu nie da się oglądać z Polski, więc dla tych, którzy na polskiej ziemi przebywają klip do obejrzenia tu