Archive for the ‘Poglądowo’ Category

Zmartwychwstanie

Posted: 30/01/2011 in Poglądowo

Wow!

Niespodzianka miesiąca.

prohomofobia.pl powróciła do „życia”.

Czyli bzdur wyssanych z palca ciąg dalszy.

Znajomi wyjeżdżają na urlop na Kubę. Miejsce to zaczęło się cieszyć angielskim zainteresowaniem ze względu na swój egzotyczno-komunistyczny charakter. Odwiedziny krainy wujka Fidela zapowiadają niezwykle ciekawie. Okazało się bowiem, że  hotel w którym znajomi mają przebywać jest dopiero w trakcie budowy. Trzeba przyznać, poczucie humoru Castro ma ogromne, a i o tym jak ściągnąć darmową siłę roboczą, wiedzę posiada dużą.

Oby tylko urlop nie wyglądał tak  :

Nim się obejrzałam tydzień praktycznie dobiegł końca.  A dopiero co, na samym jego początku spotkałyśmy się z Ewą w Manchesterze. Posiedziałyśmy w knajpce, pogadałyśmy i zrobiłyśmy tour de city centre, zahaczając o jego najciekawsze punkty. To było we wtorek, a już za kilka godzin będzie sobota.

Strach się bać jak szybko leci czas…

Z oddali obserwuję, choć może lepiej napisać, poczytuję (głównie u Ewy i Abiekta) to co dzieje się w związku z przygotowywaniami Parady Równości 2011. Nie powiem, mój mózg zaraz po zagotowaniu się, zlasował się kompletnie. Dlaczego mi to uczyniłeś, pytam nieśmiało. Zaprawdę powiadam ci, odparł, nie potrafię już nadążyć za tymi wszystkimi komitetami organizacyjnymi, zleceniodawcami, wykonawcami, podwykonawco-iluzjonistami. Wszystkie te firmy krzaki, zespoły specjalne, nadzwyczajne i rzesze niezliczonych do zapamiętania spec komisji to dla mnie za dużo.

Sam już fakt zastrzegania nazwy lekko mnie zdziwił. Na całe jednak szczęście Bóg kazał się dzielić i Parada Równości będzie nadal paradą. Ufff…Choć oczywiście nazwę można było zapożyczyć, lekko spolszczyć i mielibyśmy swojsko brzmiącą „Prajd Parejd”. Nikt by się nie połapał, zresztą kto by się przejmował polską „Prajdołą” ? Dodatkowo nazwa jest na tyle elastyczna, że łatwo można ją zregionalizować i tak mielibyśmy katowicki „Prajdczok”, częstochowski „Prajdej” (lub „Prejdej”, to w zależności od wyznania) czy krakowski „Prajdków”. Zawsze gdy braknie pomysłów, „pochód” można nazwać po prostu „Niepodległym marszem wszystkiego co się napatoczy”.

A teraz wysilając ostatni pozostały przy życiu neuron. Proszę spojrzeć na te dwa przemiłe stworki.

Zwróćmy uwagę na ich obłe, perfekcyjne kształty. No i jedno oko po środku. Czyż nie wyglądałyby uroczo jadąc na jakieś platformie ? Jeśli przyjrzymy się dokładnie na czole istoty z lewej strony widnieje literka „W”, osobnik po prawej ma literkę „M”.  Cóż owe istoty miałyby symbolizować ? Oczywiście odwieczną przyjaźń pomiędzy Paradą Równości a Wszechpolakami („W) i Moherami („M”).  Bo mohery też dostały zaproszenie i przychodzą, prawda?

Rozmowa z tubylcami na temat monarchii bardzo przypomina polską debatę na temat kościoła katolickiego. Ogólnie rodowitych mieszkańców wysp można  podzielić na trzy grupy:

* Grupa pierwsza to ludzie zapatrzeni jak w obrazek w rodzinę królewską;

* Grupa numer dwa czyli ci którzy na samo wspomnienie o Elżbiecie II dostają białej gorączki;

* Grupa trzecia czyli wszyscy ci którym generalnie to „wisi”.

Obecnie toczą się prawdziwe debaty w stylu „o wyższości Świąt Bożego Narodzenia nad Wielkanocą”, a to oczywiście w związku z nadchodzącym ślubem książątka. Grupa pierwsza i druga toczy zajadłe boje.  Jedni rozkładają już namioty na trasie przejazdu karocy wiozącej książęcą parę, ci drudzy szukają miejsc typu „free from royal wedding „. Pikanterii całej sprawie dodaje fakt iż dzień zaślubin został ogłoszony „jednorazowym” specjalnym świętem narodowym czyli po ludzku dniem wolnym od pracy. Nie słyszałam jeszcze o planowanych ustawkach na antymonarchistyczne akcje ale może być gorąco.

Tymczasem ja standardowo będąc sobą podnoszę systematycznie ciśnienie kilku osobą z pracy wdając się w debaty na wyżej wymieniony temat. Doprowadzić do czerwoności tudzież do głębokiego zamyślenia skwitowanego „muszę to sprawdzić na internecie”, nie jest trudno. W nawiązaniu do tematu wystarczy napomknąć, że sami nie wiedzą w jakim ustroju żyją. Większość zaparcie twierdzi, że to czysto krwista monarchia. Pomijam fakt, że o czymś takim jak monarchia parlamentarna nigdy nie słyszeli. Słodkie jest życie w nieświadomości.

Choć krwawiej robi się gdy dochodzi do zagadnień geograficznych, a dokładnie gdy natrafi się na taki o to dialog:

– Wyjeżdzamy za granicę na urlop ?

– Świetnie. Gdzie jedziecie ?

– Do Szkocji.

**************

Opcjonalnie można jeszcze wstawić Walię. Powyższe pozostawię bez komentarza.

W związku z „apelem” o większą liczbę postów, Pani Kane oświadczyła, że przyczyni się do rozwoju bloga.  Od dziś jest nas dwie. A ja z niecierpliwością czekam na pierwszą notkę Pani Kane:)

Zawiesiłyśmy na ścianie nowy kalendarz co chyba oznacza, że nastał nowy rok. Jeśli się mylę proszę mnie poprawić.

Nie będzie wielkich podsumowań, inni zrobili to lepiej i dokładniej. Wielkich noworocznych postanowień też nie będzie. Jedyne co to  postaram się wiecej pisać. Robiąc szybką końcowo-nowo roczną inwentaryzację życiową w 2011 wchodzę z :

* Żoną (sztuk jedna) – poślubioną, zaobrączkowaną, dumnie noszącą moje nazwisko. Kochając ją z dnia na dzień coraz mocniej mam nadzieję, że wytrzyma ze mną jeszcze trochę.

* Kotem (półtorej sztuki) – niestety Pan de Kot jest zbyt duży by liczyć go jako jednostkę.

* Czerwonym pojazdem czterokołowym (też jedna sztuka).

* Mieszkaniem (tu w metrach w liczbie pięćdziesięciu).

*Na koniec cała reszta rzeczy mniej lub bardziej ważnych.

Czy to był dobry rok ? Jasne, że tak. Patrząc z perspektywy były i te lepsze i te gorsze dni, z przewagą tych pierwszych. Mam nadzieję, że ten obecny będzie równie dobry albo nawet lepszy. Nie tylko dla mnie ale dla wszystkich 🙂 Szczęśliwego zatem…

 

Było i ni ma

Posted: 09/12/2010 in Poglądowo

Nie wiedzieć czemu od jakiegoś czasu nie mogę się dostać na moją „ulubioną” pro-homofobiczną stronę.  Czyżby wyssali już z palca ostatni bezsensowny argument ? Jeśli tak to nie miałam szans się pożegnać, zatem uczynię to teraz:

Adiós, prohomofobio. Gdziekolwiek teraz jesteś wiedz iż nie tęsknię.

Do wszystkich zionących testosteronem, szczycących się literką „M” w paszporcie, osobników pracujących w sklepach typu Praktiker:

– Tak, wiem jaką sierść ma mieć mój pędzel;

– Nie, nie chcę jeszcze raz zastanowić się nad kolorem farby, krwisto czerwony wcale nie jest dla nas za ciemny;

– Po co mi dziesięciolitrowe wiaderko farby skoro chcę pomalować sufit o powierzchni pięciu metrów kwadratowych ?

– Tak, potrafię obliczyć powierzchnię sufitu, ścian, a nawet podłogi;

– Zdecydowanie nie potrzebuję poradnika i płyty CD o tym jak szybko i sprawnie pomalować ścianę;

– Nie, nie może mi Pan niczego zanieść, ponieść, podtrzymać ani potrzymać;

– Mam już „pistolet” w domu, nie chcę całego zestawu, nawet jeśli jest w promocji, potrzebny mi tylko silikon;

– Doskonale wiem, że potrzebna mi piła do cięcia podłogi, przecież nie będę jej nadgryzać;

– Nie, do docinania podłogi nie potrzebuje rękawic, okularów ani maseczki. Tym bardziej proszę mi nie oferować, że zrobi Pan to pół darmo. Sama se zrobię. Za darmo.

 

Coraz bardziej zastanawiam się nad tym jak bardzo cyberprzestrzeń ingeruje w codzienność albo jak my i nasze codzienne sprawy ingerujemy w nią. Co by było gdyby nagle wszystko co  wirtualne, blututowe, komórkowe i bezprzewodowe trafił szlag?  Taki powrót do wczesnych lat dziewięćdziesiątych (no osiemdziesiątych w krajach bardziej „rozwiniętych”) gdzie telefony komórkowe były wielkością porównywalne do cegły, a Comodore 64 było prababką Play Station.  Na rozważania tego typu naszło mnie po tym jak na mojej Fejsbukowej skrzynce pojawiło się zaproszenie na pogrzeb brata kobiety z którą pracuję. Świętej pamięci mężczyzny nie znałam, z siostrą jego wymieniam raptem kilka zdań na dzień. I nie chodzi mi nawet o zaproszenie na pogrzeb nieznajomego. Bardziej zastanawia mnie fakt wirtualnego nekrologu, który pojawia się  na profilu w postaci „eventu” gdzieś pomiędzy informacją o tym, że „zboże jest gotowe do zebrania”, ” trzoda chlewna jest głodna” czy horoskopowymi przepowiedniami. Może się czepiam, może stare dobre klepsydry odeszły już po prostu do lamusa…

Gdyby ktoś nie wierzył, pamiątkowy screen.